piątek, 25 stycznia 2013

Dwanaście.




     Przepłakałam całą drogę do Poznania. Pierwszy raz dałam upust wszystkim emocją jakie zgromadziły się we mnie przez te 3 miesiące. Wiedziałam, że przy Grześku mogę sobie pozwolić na takie zachowanie. Teraz już nic mi mnie pozostało, nie wierzyłam w słowa Zbyszka, że zostawi Aśkę, mimo że w głębi serca chciałam tego z całych sił. Dziwne było to, że darzyłam blondynkę jako taką sympatią, która jednak malała za każdym razem, kiedy tuliła się do Zbyszka, gdy go całowała. Może i ona nie była niczemu winna, ale podświadomie chciałam, by on od niej odszedł, by to jej serce zostało rozszarpane na miliony kawałeczków. To była jedyna droga bym to ja mogła być z Bartmanem. Teraz w drodze, gdy toyota Łomacza mknęła przez puste ulice dotarło do mnie, że wyidealizowałam sobie nasze relacje. Dla niego to był pewnie tylko czysty seks, zwykły układ z którego oboje czerpaliśmy korzyści. Szkoda, że dla mnie było to coś więcej.
     - Mam zabrać cię do domu czy do Danki? – z mojej niepohamowanej rozpaczy wyciągnął mnie głos rozgrywającego.
     - Do Danki będzie bliżej – odezwałam się, po czym dalej wyłam, a łzy nadal leciały potokiem po moich policzkach.

     Było już grubo po trzeciej, kiedy stanęliśmy pod drzwiami domu Piątków, ale to nie miało teraz znaczenia. Wtulona w tors Grześka starałam się pohamować płacz, który ani myślał ustać.
     - Boże, co się stało? – po kilku chwilach w drzwiach stanął Szymek i nie czekając nawet na odpowiedź wpuścił nas do środka – idźcie do pokoju zaraz obudzę Dankę – zostawił nas, po czym szybko czmychnął na górę.
     - Nie wiem, czy to bym dobry pomysł, Ruda mnie zabije – powoli wracała mi trzeźwość umysłu i to, że przecież Danka od zawsze powtarzała, że tak to się skończy.
     - Tylko mi nie mów, że jesteś w ciąży – w jej głoście wyczułam znajomą ironię, ale, kiedy na mnie spojrzała od razu spoważniała – Co on ci zrobił! – wiadome było, że ma na myśli Bartmana.
     - On chce się jej …. – ostatnie słowo stanęło mi w gardle.
     -… oświadczyć – wyręczył mnie w tym Grzesiek.
     - I dlatego beczysz? Mówiłam ci, że prędzej czy później coś podobnego się stanie. Powinnaś się cieszyć, że jeszcze nikt o was nie wie! – naskoczyła na mnie tak jak podejrzewałam.
     - Danka nie wrzeszcz na nią, nie widzisz w jakim jest stanie? – do pokoju wszedł Szymek z kubkami herbaty.
     - Sama tego chciała, co może mam ją jeszcze poklepać po plecach i przytulić?! – zapytała rozzłoszczona.
     - Myślę, że tego, by chciała, inaczej, by tutaj nie przyszła – w pierwszej chwili myślałam, że Ruda wybuchnie śmiechem i nadal będzie mnie objeżdżać z każdej strony, ale ona podeszła do mnie i przytuliła bez słowa.
     Siedzieliśmy tak we czwórkę aż na dworze zaczęło już świtać, nikt nie miał ochoty się odzywać, ale kiedyś trzeba było to zrobić.
     - Co zrobimy? –pierwszy temat podjął Szymon.
     - To chyba zależy co powiedział jej Bartman. Grzesiek wiesz coś? – Ruda zwróciła się do niego.
     - Niewiele, kiedy przyszedłem Zibi kazał mi zabrać Dorę do domu, nie wiem, co się wcześniej wydarzyło, w sumie to chyba wiem tyle co wy. Nie wiedziałem nic o tych oświadczynach aż do tej nocy. W sumie to nawet nie mam pojęcia skąd Dora wie. To jednak wyjaśnia dlaczego Zbyszek był głuchy na moje prośby, by pogadać z nią szczerze – wyjaśnił.
     - Ja nie znikłam, przestańcie o mnie rozmawiać jakby mnie tutaj nie było! - podniosłam zmęczone powieki patrząc na nich.
     - My się tylko naradzamy – uspokajająco rzekł Szymek.
     - To co teraz zrobimy? Przydało, by się coś wymyślić – pytała Ruda.
     - On mi obiecał, że ją zostawi, powiedział, tylko że potrzebuje czasu. On nie chce tych zaręczyn – tłumaczyłam broniąc siatkarza.
     - A ty mu wierzysz!? – Danka na powrót się zdenerwowała. – Wierzysz w to! – krzyknęła na mnie, gdy milczałam jak zaklęta.
     - Nie wiem, ale chcę dać mu szansę, nic nie poradę na to, że go kocham – ze wstydu przed własnymi uczuciami schowałam twarz w dłoniach. Nie byłam na tyle silna, by powiedzieć Bartmanowi „Nie”, by odejść od niego. Chciałam wierzyć w to, że mówił prawdę, choć ta wiara była nikła a wszystko, co nas łączy tak naprawdę było zbudowane na piasku.

     Nie musiałam długo czekać na, to by Zbyszek pokazał mi, że się stara. Zjawił się u mnie w poniedziałkowy wieczór z bukietem białych lilii i przepraszającą miną. Przez kilka godzin tłumaczył mi dlaczego tak postępuje, dlaczego nie jest w stanie o tak zerwać z Joanną a ja starałam się wierzyć w każde jego słowo, niestety przychodziło mi to z wielkim trudem. Tłumaczył mi, że ona i jej rodzice naciskają na zaręczyny, że to tylko to , że o ślubie nie ma nawet mowy, bo on się na to nie godzi, ale dla świętego spokoju ci chcą mieć jakąś deklarację.
     - Spotkaliśmy się o półtora roku za późno – trzymał moją twarz w swoich wielkich dłoniach, nie pozwalając bym spuściła wzrok.
     - To już nie jest moja wina. Chciałabym być z tobą, nie musieć się ukrywać, oszukiwać. To nie takie łatwe być blisko i udawać, że nic dla mnie nie znaczysz – żaliłam się.
     - I ty mi to mówisz. Za każdym razem, gdy Gregor był blisko ciebie buzowało się we mnie, chociaż wiedziałem, że to tylko gra. Jeszcze trochę czasu, wytrzymaj, a wszystko będzie dobrze – obiecywał.
     - Kocham cię Zbyszku – powiedziałam i od razu pożałowałam tych słów. W jego oczach, bowiem nie dostrzegłam potwierdzenia, że on również obdarzył mnie tym uczuciem. Nie odpowiedział mi, pocałował tylko, ale ten pocałunek był przepełniony goryczą, goryczą mojej porażki i nieumiejętności zatrzymania tego i zastawienia go raz na zawsze.

     Obiecał mi, że do zaręczyn nie dojdzie, tak mocno mnie o tym przekonywał, że wreszcie uwierzyłam, zaufałam. Wszystko było tak jak dawniej. Od Andrzejek spędzaliśmy czas, inaczej, nie było już między nami tylko seksu. Dużo rozmawialiśmy okazywaliśmy sobie czułości a ja nawet potrafiłam powiedzieć „Nie”, gdy za bardzo zapędziliśmy się z pieszczotami i wylądowaliśmy rozebrani do połowy w łóżku. Nie byłam gotowa na ponowne zbliżenie z Bartmanem, bałam się, że po seksie zgodzę się dosłownie na wszystko. Odwiedził mnie dzień po Bożym Narodzeniu i nawet słowem nie wspomniało oświadczynach, nieśmiało zapytałam, a on odparł, że nic się nie dzieje, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Nawet z Danką z którą tego dnia spotkał się w drzwiach nie wymienił żadnych uszczypliwości ignorując to, że ta zabijała go wzrokiem.
     - Przyjedziesz na miecz w niedzielę? – pytał.
     - Nie mogę, zapomniałeś, że moim rodzice mają 30 rocznicę ślubu – oczywiście to nie do końca tak było, zwyczajnie nie chciałam pojawiać się w Łuczniczce. Od Andrzejek unikałam wszelkich kontaktów z Aśką, do tego ten mecz miał być rozegrany z Jastrzębskim Węglem, a to znaczyło, tyle że będzie tam też Kubiak, którego też wolałabym nie spotkać. – Lepiej będzie, by Michał mnie nie widział – dodałam.
     - Kubiak …. – westchnął. – Czasami mam dość tego, że tak dobrze mnie zna, gdyby nie to nie dowiedziałby się o nas.
     - Powiesz mi w końcu co takiego zrobiłeś, że on jeszcze o niczym nie powiedział Aśce? – zastanawiało mnie to, że Michał trzyma języka za zębami, mimo że o wszystkim wiedział.
     -Powiedziałem mu, że sam to załatwię i zrobię to tak, by nie zranić za bardzo Asi. Naprawdę nie chcesz znać szczegółów - uciął. Ja chciałam znać szczegóły wszystkie co do jednego wiedziałam jednak o tym, że Bartman nic więcej mi nie powie.
     - Zobaczmy się w Sylwestra. To będzie ostatni wieczór, gdy będziesz musiała udawać – wcześniej uprzedził mnie, że Grzesiek zgodził się jeszcze raz nam pomóc. Łomacz próbował odwieść mnie od tego, ale ja nadal byłam głucha na nawoływania z jego strony, ślepo wierzyłam we wszystko, co mówił atakujący.

     Kiedy harmider z uroczystością rocznicową moich rodziców uspokoił się wraz z bratem zasiedliśmy do oglądania meczu. Marcin nie lubił siatkówki, ale był to teraz dla niego idealny pretekst, by wyrwać się spod rodzinnych sporów jaki kierunek studiów powinien wybrać. Bydgoszcz wygrała z Jastrzębiem 3- 1 a ja czekałam na pomeczowe podsumowanie. Wywiad z naszym dzisiejszym MVP, którym był Zbyszek zapowiedział Mielewski. Pytania były tradycyjne i nie bardzo wsłuchiwałam się w to, co raz po raz papla Wanio. Wolałam skupić się na wpatrywaniu się w bruneta, ale na końcu i dziennikarz przykuł moją uwagę.
     - No Zbyszku nie daj się prosić, ustaliliście już datę ślubu? – wypalił a Bartman nerwowo się zaśmiał – Dobra już o nic nie pytam, to dopiero świeże narzeczeństwo, ale wrócimy do tej rozmowy. Oddaje głos do studia – ze złości jaka zaczęła mnie przepełniać zacisnęłam mocniej poduszkę którą wcześniej trzymałam na kolanach.
     - Dorota wszystko ok.? – nawet Marcin zauważył zmianę mojego zachowania.
     - Tak, po prostu rozbolała mnie głowa – skłamałam.
     - To może ja ci jakieś proszki przyniosę? – zerwał się z miejsca.
     Wiedziałam, że nie będę mogła dłużej tutaj zostać, nie potrafiłabym ukryć stanu w jakim się znalazłam. Okłamał mnie, powiedział mi prosto w oczy, że się nie oświadczył, a to zrobił. Kłamał za każdym razem a ja myślałam, że mówi najszczerszą prawdę. Sprzedałam rodzicom kolejne kłamstwo i szybko wsiadłam do samochodu. Nawet nie wiem jakim cudem bezpiecznie dotarłam do Poznania. Moje ciało przepełniała wściekłość, rozczarowanie i bezsilność, ale nie było łez, za dużo już z jego powodu ich wypłakałam.
Telefon dzwonił i dzwonił a ja nawet na niego nie spojrzałam, nie musiałam tego robić, bo i tak wiedziałam, że to on, dzwonek przypisany do jego numeru już mi o tym powiedział.

Leżałam na łóżku a zegarek wyświetlał 1:17, kiedy ciche pukanie rozeszło się po mieszkaniu. Mogłam je zignorować, ale wstałam i wpuściłam go do środka.
     - To się stało tak jakoś samo – zaczął.
     - Pierścionek sam się kupił, potem trafił do twojej kieszeni a później wyskoczył wprost na jej palec?! Tak samo siebie wyszło, że zapytałeś czy za ciebie wyjdzie?! Jesteś żałosny! – nie miałam już siły na, to by kolejny raz słuchać tych kłamstw.
     -Obiecuje, że o wszystkim jej powiem. Naprawdę zostawię ją – składał kolejne obietnice, by mnie tylko udobruchać.
     - Już nie chcę byś mi cokolwiek mi obiecywał. Gdybyś miał od niej odejść zrobiłbyś to wcześniej. Nie chcę dłużej w to brnąć. To koniec, wyjdź stąd i raz na zawsze zniknij z mojego życia! – powiedziałam zupełnie bez histerii a całkiem spokojnie, to go chyba zaskoczyło – Nie chcę mieć z tobą już nic wspólnego! – otworzyłam drzwi i pchnęłam go w kierunku korytarza. Bartman oglądnął się za mną zdezorientowany, ale w końcu wyszedł.

     Ciężko było podejmować tą decyzję, ale w drodze do domu ostatecznie dotarło do mnie jaką osobą jest Zbyszek i, że ja nie chcę tak żyć. On nie poświecił, by Aśki dla mnie, wtedy cała jego reputacja, by przepadła. Nawet, jeżeli jakimś cudem tych dwoje, by się rozeszło ja sama nie była bym w stanie być z osobą, która potrafi tak kłamać i oszukiwać. Świadomość, że każde jego słowo może być kłamstwem była, by nie do zniesienia i zapewne zniszczyła, by mnie od środka. Dlatego zakończyłam to teraz, zrobiłam to i tak zdecydowanie za późno, ale jak to się mówi lepiej późno niż wcale.
     Spełniając swoje marzenia o zobaczeniu z bliska Mistrzostw Europy wplątałam się w wydarzenia, które ze zwykłej przygody stały się porządną lekcją życia. Zasmakowałam zakazanego owocu i, choć z początku smak był słodki, gorycz pojawiająca się z każdym kolejnym dniem pokazała mi, że to nie jest właściwa dla mnie droga.


.:: ::.
Wiem, że macie do mnie żal, że to już ostatni rozdział, ale, kiedy wymyśliłam to opowiadanie tak miało właśnie być .Miałam się zmieścić w przedziale 10 rozdziałów i tak wyszło o dwa więcej, a to wszystko przez mój słowotok :). Początkowo to miał być ostateczny wpis, wszystko miało skończyć się tu i teraz, ale chętnych zapraszam na epilog za dwa tygodnie, który pokaże co dalej z bohaterami tej historii. Napisała bym coś jeszcze, ale zamilknę, bo wiem, że niektórzy najpierw czytają posłowie, a potem rozdział, więc nie psuje tym ciekawskim zabawy, bo, gdybym dodała jeszcze „coś” zdradziła bym niejako fabułę tego rozdziału.